Jak poderwać dziewczynę

Ziemniaki w swojej niezdarności często doprowadzają do zjawiskowych kataklizmów jak np. napój przelatujący przez cały stół. Najgorszym możliwym scenariuszem zdaje się być okoliczność niedzielnego lunchu z pracodawcami, kiedy to na domiar złego kelnerka nie chce za nic w świecie pozwolić temu nieszczęśnikowi posprzątać, nalegając, że zrobi to sama.
Nie zgadniecie co mi się wczoraj przytrafiło z sokiem pomarańczowym...


Mały bonus, niedzielny obiad:
- Dziewczyny nie lecą na drogie kolacje. One cieszą się z małych rzeczy jak dowcip czy maniery. Mam rację?
- Tak, zdecydowanie.
- A ty niby skąd możesz wiedzieć?!


Przy powstawaniu tej notki ucierpiały notatki z angielskiego, które posłużyły do zapisania szkicu. Po drodze zdążył też wyparować jeden ziemniaczany mózg, niestety nieprzystosowany do nauki angielskiego. A egzamin już w środę! 
 

Czy ziemniak może napędzać wyłącznie budzik?

Jadę jutro do Brighton, chociaż wcale nie chcę i naszła mnie myśl, że ziemniaki dosyć często robią rzeczy, których nie chcą. Wiąże się to zwykle z wydawaniem pieniędzy, co każe wyciągnąć prosty wniosek: ziemniaki napędzają gospodarkę. Niedorzeczne? Jako typowa kulka skrobi mogę posłużyć za idealny przykład. Pierwszy raz myśl jak cenna jestem dla pogrążonego w kryzysie świata naszła mnie, gdy nie byłam w stanie poprosić pana w sklepie, by wydał mi gratis do moich zakupów, który zgodnie z zasadami promocji mi się należał. Jednak o wiele łatwiej zignorować taką drobnostkę niż nawiązać interakcję z kimś tak przerażającym jak sprzedawca. Pieniądze w kieszeni korporacji. Szybko do mnie dotarło, że przez moje niespełna dwadzieścia lat życia zdarzyła mi się podobna sytuacja niezliczoną ilość razy. Gdyby mieli mi płacić za każdy słony popcorn, który zjadam zamiast słodkiego, to nie musiałabym nosić ze sobą portfela do kina. Idąc dalej nie jestem nawet w stanie podliczyć ile wydałam na smsy, których nie miałam zamiaru pisać, ale akurat byłam w niezręcznej społecznej sytuacji, więc wyciągałam telefon. Niestety nie zawsze można tylko udawać, że się do kogoś pisze przez dłuższą chwilę. Ilość magazynów zakupiona, by wybrnąć z podobnych sytuacji również powoduje trwogę i popiskiwanie portfela. Do tego dorzućmy wybieranie produktów w sklepach, których wcale nie chcemy, ale akurat ktoś obok nas stoi i strasznie długo wybiera nie pozostawiając nam nic innego jak schwytanie pierwszej lepszej rzeczy, która nierzadko okazuje się bublem. Tak więc rodacy, padajcie na kolana przed ziemniakami i dziękujcie, że gospodarka jeszcze się trzyma! Chyba napiszę jakiś wniosek o wybudowanie pomnika batata na Wall Street.