sam na sam z hydraulikiem

Zepsuło nam się ogrzewanie (w sam raz na powrót zimy), więc dziś z samego rana przybył długo wyczekiwany hydraulik, aby wyczyścić całą kanalizację w domu or something like that. Jak wiadomo dla ziemniaków obcy w domu to najgorsza rzecz na świecie (zaraz po odłączeniu Internetu)
locus poranny: Okej, muszę zjeść śniadanie. Nie no, w sumie po głębszym zastanowieniu to nie muszę. Lunch jest za jakieś 5-6h, przecież wytrzymam. NIE JETEM GŁODNA. NIE. W CALE NIE MUSZĘ JEŚĆ TOŚCIKÓW Z MASŁEM ORZECHOWYM I BANANAMI. Ochhh dlaczego on jest w kuchni?! Jeeeeeeeeeeeeeeeeść. Jeeeeeeeść! Nie no, jestem dorosła, przecież jakiś tam hydraulik mnie nie zje. Nie, jednak nie idę. Hmmm, na stole w kuchni na pewno czeka gazeta... dziś przecież jest wywiad ze Smithem i sesja zdjęciowa w The Times Magazine. Ok, dobra, idę. 
locus wczesnoprzedpołudniowy: Jak mi się chce sikuuu, ale on tam jest, na brodę Merlina, będę musiała obok niego przejść, a co jeśli zacznie jakąś gadkę szmatkę. Pęcherzu bądź dzielny. 
locus przedpołudniowy: AAAAAAAAAAAAAAA! CO TY ROBISZ W MOIM POKOJU?! IDŹ SOBIE, CO MNIE OBCHODZI, ŻE MUSISZ SPRAWDZIĆ KALORYFER, IDŹ SOBIE, IDŹ SOBIE! Omg, keep cool, gap się dalej w organiczną, spokojnie, wdech wydech, w cale nie jest dziwnie, to tylko twoja chora wyobraźnia, no już, oddychaj. 
locus południowy: Ale jak to wszyscy wychodzicie?! Nie możecie mnie tu zostawić samej! Veto! Nie idźcie, przecież śnieg sypie, zakopiecie się gdzieś jeszcze... I ty Brutusie przeciwko mnie...
locus wczesnopopołudniowy: Kurcze, w sumie to chce mi się pić...
 


mother of dragons

- What is that shirt doing on the floor?!
- Relax, I'll pick it up, just give me a moment. Just because mum isn't home doesn't mean you're a queen.
- I'm not a queen, I'm a khaleesi and this is known!



3 x 2 = 0

- Muszę jutro wytargać zad i kupić Michaelowi czekoladę na urodziny.
- Nie mówiłaś mi tego przypadkiem już trzy razy w tym tygodniu?
- Ano.
- Aż taka jesteś leniwa, żeby cztery dni się zbierać po jedną czekoladę?
- Nie, to w cale nie tak...
- Zaraz, chwila! Przecież mi mówiłaś, że kupiłaś tę czekoladę i przy okazji zrobiłaś interes życia, bo druga była gratis!
- No bo właśnie strasznie dziwna sprawa z tymi czekoladami. Trzy razy wróciłam do domu z dwiema tabliczkami i magicznym sposobem nie mam żadnej. Widocznie oprócz zaginania czasoprzestrzeni udaje mi się też zagiąć matematykę.


Wiosna przyszła, wiosna poszła.

Wyczuwam ironię w fakcie, że moje nowiutkie buty na wiosnę dotarły do mnie, akurat jak na dworze sypie śnieg (albo kasza manna, w sumie nie sprawdzałam...) i pizga złem. Świat definitywnie chce mi coś przekazać, ale na Zeusa, nie można zostawić liściku, albo wysłać smsa 'Co ty odpierdzielasz, weź się ogarnij!', trzeba od razu uciekać się do aluzji w każdej dziedzinie życia? Serio świecie, rozumiem, pouczę się, obiecuje, ale napraw już ogrzewanie!
Słowo którego szukam rymuje się z 'urwa mać'.

50% kobieta, 50% ziemniak

Z cyklu jak żyć:
- Bo wiesz, ja to bym chciała, żeby dało się być jednocześnie silną, poważną kobietą oraz słodką, dziecinną i aseksualną kulką skrobi.
- Och, to dlatego kupiłaś piękną kieckę, a pieniądze na buty wydałaś na piżamę z Ciasteczkowym Potworem!

Powinni mi zmienić płeć w dowodzie na 50% kobieta, 50% ziemniak.