Jak poderwać dziewczynę

Ziemniaki w swojej niezdarności często doprowadzają do zjawiskowych kataklizmów jak np. napój przelatujący przez cały stół. Najgorszym możliwym scenariuszem zdaje się być okoliczność niedzielnego lunchu z pracodawcami, kiedy to na domiar złego kelnerka nie chce za nic w świecie pozwolić temu nieszczęśnikowi posprzątać, nalegając, że zrobi to sama.
Nie zgadniecie co mi się wczoraj przytrafiło z sokiem pomarańczowym...


Mały bonus, niedzielny obiad:
- Dziewczyny nie lecą na drogie kolacje. One cieszą się z małych rzeczy jak dowcip czy maniery. Mam rację?
- Tak, zdecydowanie.
- A ty niby skąd możesz wiedzieć?!


Przy powstawaniu tej notki ucierpiały notatki z angielskiego, które posłużyły do zapisania szkicu. Po drodze zdążył też wyparować jeden ziemniaczany mózg, niestety nieprzystosowany do nauki angielskiego. A egzamin już w środę! 
 

Czy ziemniak może napędzać wyłącznie budzik?

Jadę jutro do Brighton, chociaż wcale nie chcę i naszła mnie myśl, że ziemniaki dosyć często robią rzeczy, których nie chcą. Wiąże się to zwykle z wydawaniem pieniędzy, co każe wyciągnąć prosty wniosek: ziemniaki napędzają gospodarkę. Niedorzeczne? Jako typowa kulka skrobi mogę posłużyć za idealny przykład. Pierwszy raz myśl jak cenna jestem dla pogrążonego w kryzysie świata naszła mnie, gdy nie byłam w stanie poprosić pana w sklepie, by wydał mi gratis do moich zakupów, który zgodnie z zasadami promocji mi się należał. Jednak o wiele łatwiej zignorować taką drobnostkę niż nawiązać interakcję z kimś tak przerażającym jak sprzedawca. Pieniądze w kieszeni korporacji. Szybko do mnie dotarło, że przez moje niespełna dwadzieścia lat życia zdarzyła mi się podobna sytuacja niezliczoną ilość razy. Gdyby mieli mi płacić za każdy słony popcorn, który zjadam zamiast słodkiego, to nie musiałabym nosić ze sobą portfela do kina. Idąc dalej nie jestem nawet w stanie podliczyć ile wydałam na smsy, których nie miałam zamiaru pisać, ale akurat byłam w niezręcznej społecznej sytuacji, więc wyciągałam telefon. Niestety nie zawsze można tylko udawać, że się do kogoś pisze przez dłuższą chwilę. Ilość magazynów zakupiona, by wybrnąć z podobnych sytuacji również powoduje trwogę i popiskiwanie portfela. Do tego dorzućmy wybieranie produktów w sklepach, których wcale nie chcemy, ale akurat ktoś obok nas stoi i strasznie długo wybiera nie pozostawiając nam nic innego jak schwytanie pierwszej lepszej rzeczy, która nierzadko okazuje się bublem. Tak więc rodacy, padajcie na kolana przed ziemniakami i dziękujcie, że gospodarka jeszcze się trzyma! Chyba napiszę jakiś wniosek o wybudowanie pomnika batata na Wall Street.


ach te chłopy!

-Wiesz, czasem mam takie momenty, że czuje się samotna... ale wtedy myślę sobie, że gdybym miała faceta to musiałabym wychodzić z domu. naah.
-I musisz robić sobie makijaż, nosić ładne ciuchy...
-I golić nogi! I zawsze mieć przy sobie miętówkę czy coś, bo co jeśli nagle będzie cię chciał pocałować?
-I używać balsamu do ciała, bo co jak cię będzie chciał pomyziać, a twoja skóra jest sucha jak Sahara?! I musisz używać perfum i dbać o to, by włosy ładnie pachniały, bo oni zawsze się nimi bawią...
-Dobra, wystarczy. Nie chcę faceta. Gdzie jest mój kocyk?!
-Żadnych chłopów, nevah evah!
-Kocykuuuu!


krawężnik 1, potato 0.

Well, jak na to, że nie sądziłam iż w ogóle uda mi się ruszyć, a zrobiłyśmy sobie 2,5h wycieczkę rowerową, to jedno krwawiące kolano to chyba nie dużo?


I don't have 'friends'

Ośmioletni Nocnik (ok, Nick, ale już się przyjęło Nocnik) podsumowuje locusa:
- A pojedziesz do Polski, jak my będziemy na wakacjach?
- Nie.
- Hmmmm, to może też gdzieś pojedziesz na wakacje?
- Nie. Zostanę tutaj.
- Co ty tu będziesz robić?!
- Będę jeździć do Londynu i spotykać się ze znajomymi.
- TO TY MASZ ZNAJOMYCH?!



Poszłam dziś do szkoły w spódnicy, bo od dwóch tygodni nie mam czasu zrobić prania i wszyscy byli bardzo poruszeni, poczynając od dzieci, przez znajomych aż na nauczycielce kończąc. Jutro za to idę na rower (pierwszy raz od 6 lat) więc albo się zabiję, albo z pewnością będzie co tagować #ł jak łamaga.

błoto, owce i szlachta

Locusa wywieziono do Walii z obietnicą, że spędzimy Wielkanoc na wsi, z dostatkiem błota i zwierząt. Więc się locus przygotował, jak na weekend na farmie. Jakie było zdziwienie locusa, gdy okazało się, że zwierzęta były wypchane, a błoto w wielkim ogrodzie, zaraz przy olbrzymim domu (dworku?). Locus ujrzawszy gdzie spędzi kolejne trzy dni wydała z siebie głośne 'holly shit', za co została skarcony. W swej ziemniaczanej niezdarności i mieszczaństwie (całe życie w bloku, moi drodzy) locus łaziła z przerażeniem stwierdzając, że jeśli cokolwiek strąci to prawdopodobnie będzie to więcej warte niż sam locus na niewolniczym rynku. Dodatkowo każdy najdrobniejszy posiłek był wystawny, z rzędem sztućców, z których część locus widziała pierwszy raz w życiu na oczy. No i co najgorsze, podczas wielkanocnego lunchu locus miała na sobie dziurawe jeansy i t-shirt, podczas gdy pozostała dwudziestka gości przybyła w sukienkach/garniturach. Let's go to the village, they said, it will be fun, they said.

 Oczywiście locus uciekała ze wszystkich tłumnych wydarzeń by napawać się czytaniem książki w jednym z wielu salonów oraz by od czasu do czasu, mimo swej maluczkości, pobyć snobem i dokuczać innym.

sam na sam z hydraulikiem

Zepsuło nam się ogrzewanie (w sam raz na powrót zimy), więc dziś z samego rana przybył długo wyczekiwany hydraulik, aby wyczyścić całą kanalizację w domu or something like that. Jak wiadomo dla ziemniaków obcy w domu to najgorsza rzecz na świecie (zaraz po odłączeniu Internetu)
locus poranny: Okej, muszę zjeść śniadanie. Nie no, w sumie po głębszym zastanowieniu to nie muszę. Lunch jest za jakieś 5-6h, przecież wytrzymam. NIE JETEM GŁODNA. NIE. W CALE NIE MUSZĘ JEŚĆ TOŚCIKÓW Z MASŁEM ORZECHOWYM I BANANAMI. Ochhh dlaczego on jest w kuchni?! Jeeeeeeeeeeeeeeeeść. Jeeeeeeeść! Nie no, jestem dorosła, przecież jakiś tam hydraulik mnie nie zje. Nie, jednak nie idę. Hmmm, na stole w kuchni na pewno czeka gazeta... dziś przecież jest wywiad ze Smithem i sesja zdjęciowa w The Times Magazine. Ok, dobra, idę. 
locus wczesnoprzedpołudniowy: Jak mi się chce sikuuu, ale on tam jest, na brodę Merlina, będę musiała obok niego przejść, a co jeśli zacznie jakąś gadkę szmatkę. Pęcherzu bądź dzielny. 
locus przedpołudniowy: AAAAAAAAAAAAAAA! CO TY ROBISZ W MOIM POKOJU?! IDŹ SOBIE, CO MNIE OBCHODZI, ŻE MUSISZ SPRAWDZIĆ KALORYFER, IDŹ SOBIE, IDŹ SOBIE! Omg, keep cool, gap się dalej w organiczną, spokojnie, wdech wydech, w cale nie jest dziwnie, to tylko twoja chora wyobraźnia, no już, oddychaj. 
locus południowy: Ale jak to wszyscy wychodzicie?! Nie możecie mnie tu zostawić samej! Veto! Nie idźcie, przecież śnieg sypie, zakopiecie się gdzieś jeszcze... I ty Brutusie przeciwko mnie...
locus wczesnopopołudniowy: Kurcze, w sumie to chce mi się pić...
 


mother of dragons

- What is that shirt doing on the floor?!
- Relax, I'll pick it up, just give me a moment. Just because mum isn't home doesn't mean you're a queen.
- I'm not a queen, I'm a khaleesi and this is known!



3 x 2 = 0

- Muszę jutro wytargać zad i kupić Michaelowi czekoladę na urodziny.
- Nie mówiłaś mi tego przypadkiem już trzy razy w tym tygodniu?
- Ano.
- Aż taka jesteś leniwa, żeby cztery dni się zbierać po jedną czekoladę?
- Nie, to w cale nie tak...
- Zaraz, chwila! Przecież mi mówiłaś, że kupiłaś tę czekoladę i przy okazji zrobiłaś interes życia, bo druga była gratis!
- No bo właśnie strasznie dziwna sprawa z tymi czekoladami. Trzy razy wróciłam do domu z dwiema tabliczkami i magicznym sposobem nie mam żadnej. Widocznie oprócz zaginania czasoprzestrzeni udaje mi się też zagiąć matematykę.


Wiosna przyszła, wiosna poszła.

Wyczuwam ironię w fakcie, że moje nowiutkie buty na wiosnę dotarły do mnie, akurat jak na dworze sypie śnieg (albo kasza manna, w sumie nie sprawdzałam...) i pizga złem. Świat definitywnie chce mi coś przekazać, ale na Zeusa, nie można zostawić liściku, albo wysłać smsa 'Co ty odpierdzielasz, weź się ogarnij!', trzeba od razu uciekać się do aluzji w każdej dziedzinie życia? Serio świecie, rozumiem, pouczę się, obiecuje, ale napraw już ogrzewanie!
Słowo którego szukam rymuje się z 'urwa mać'.

50% kobieta, 50% ziemniak

Z cyklu jak żyć:
- Bo wiesz, ja to bym chciała, żeby dało się być jednocześnie silną, poważną kobietą oraz słodką, dziecinną i aseksualną kulką skrobi.
- Och, to dlatego kupiłaś piękną kieckę, a pieniądze na buty wydałaś na piżamę z Ciasteczkowym Potworem!

Powinni mi zmienić płeć w dowodzie na 50% kobieta, 50% ziemniak.



Grunt to dobry argument

- Dwa bilety na Cloud Atlas, proszę.
- Już się robi! Swoją drogą, mamy wolne miejsca na darmowy pokaz horroru, który wychodzi za kilka miesięcy, może znalazłybyście czas w środę o 19:30?
- Czy ja wiem... nie jestem fanką horrorów. Wolałabym posiedzieć pod kocykiem w domu i poczytać książkę.
- No ja też nie bardzo lubię horrory, zwłaszcza w kinie. W dodatku kończę pracę o 19 i musiałabym się bardzo pośpieszyć, żeby się wyrobić. Co to w ogóle za film?
- Profesor psychopata - Jared Harris - każe swoim studentom brać udział w jakiś niebezpiecznych eksperymentach. Gra w nim jeszcze Sam Claflin.
- SAM CLAFLIN!
- SAM CLAFLIN!

- To poprosimy zaklepać dla nas dwa miejsca.
- Tak jest, koniecznie musimy zobaczyć ten film!

Erotycznych!

- Spać time. Erotycznych snów!
- Hah, no to żeby ci się maturka śniła!
- NIENAWIDZĘ CIĘ. Już mi się śniła, z dziesięć razy.
- Erotycznych, Sweetie!
- No tobie też, stary. Z jakimś przystojniakiem w roli głównej.
- Zołza.
- Niech ci się najlepiej Ben przyśni. Taki chudziutki, z gniazdem na głowie, będziecie do siebie pasować.
- Zatłukę cię kiedyś.
-

No ale popatrz jak Benowi do twarzy z łóżkiem.
- AAAAAAAAA, MASZ W ŁEB.
-
- Jak ja cię ciężko nienawidzę.
- Oh stahp it, you!

Somebody loves me!

Do mojej skrzynki dotarła dziś wiadomość 'DAWAJ KURWA NOTKĘ'. Tak więc bardzo poruszona faktem, iż ktoś czyta mojego bloga, co więcej jest psychofanem i wysyła mi listy z pogróżkami, domagając się więcej, postanowiłam tu naklepać kilka słów w obawie o swoje życie.
Dorobić się psychofanów: checked.
Zawładnąć nad światem: in progress.



 

ziemniaka problemy sercowe

Czasem zastanawiam się jak to jest, że skoro jestem taka osom, wszyscy mnie wielbią i kochają i mogłabym zawładnąć nad światem, gdybym tylko chciała (ale mi się nie chce), to jak, na entalpię, jest możliwe to, że jeszcze żaden z moich mężów do mnie nie zadzwonił i się ze mną nie umówił?! Może dowiedzieli się, że przerażają mnie rozmowy telefoniczne? Hmmm, to jednak nie wyjaśnia dlaczego nie napisali smsa, albo maila... Wiem! Czytają mojego bloga i wiedzą, że nie przepadam za wychodzeniem z domu, dlatego też planują jutro do mnie wpaść (jak ja upchnę 22 chłopa w moim łóżku?... pokoju, I mean pokoju!) z naręczem jedzenia, filmów i książek. Tak! To na pewno jedyne słuszne wytłumaczenie!


Spotted

Spotted: Dziś w okolicach południa widziałam zmaltretowaną kreaturę. Smutne to, zmęczone, z worami pod oczami i gniazdem na głowie, noszące spodnie od piżamy i za wielką bluzę. Proszę, pomóżcie mi znaleźć tego Golluma w okularach, bo aż serce ściska na taki widok. Trzeba by to dokarmić czekoladą i dziesięcioma kawami. Proszę, pomóżcie mi w tym szczytnym celu!

A! nie, czekajcie! Dziś w okolicach południa zerknęłam w lustro!


ziemniak w sosie grzybowym

Ziemniak postanowił się pouczyć, w końcu przebiśniegi się pojawiają, co oznacza, że egzaminy coraz bliżej (mówiąc bardziej obrazowo: ziemniak jest w czarnej dupie... znowu). Jakież było zdziwienie ziemniaka, gdy dotarło doń, że naprawdę dawno nie zbliżał się do książek.


Jednak, pamiętając przykład pana Fleminga, ziemniak bierze ową populację pleśni jako omen niezwykle szybko rozwijającej się kariery naukowej. W końcu już tylko wiara w grzyba ziemniakowi pozostała...

Nihilism, cynicism, sarcasm and orgasm.

Dialogi rodzinne, episode 4.
Salon, kanapa, oglądamy Ripper Street*.
- Łoł, strzelił do konia! Ale dlaczego do konia?
- Zobaczysz.
- Ciekawe co jest w tym wozie! O! Wielkie, metalowe pudło, z wypaloną dziurą w środku. Co to jest?! Czy to jest sejf?
- Nie, to lodówka.
- Ale po co ktoś by włamywał się do lo... a... ok.  
Chwilę później...
- Czy on pali jakieś narkotyki?
- Yup.
- Co się z nim dzieje?! Dlaczego on się tak rzuca w tym łóżku?!
- Upalił się, doznał szoku i teraz wpadł w drgawki, przecież widać jak na dłoni.
- Acha, acha. A to niebezpieczne?
- Jasne! Patrz, zaraz mu piana z pyska pójdzie.
- O boże, ale to przecież... ale to ona... ALE MÓWIŁAŚ, ŻE TO DRGAWKI, A NIE PROSTYTUTKA POD KOŁDRĄ!
- Chwilę temu ci mówiłam, że się włamują do lodówki.
- Przestań być cyniczna i sarkastyczna!
- Nope, jak jesteś święcie przekonany, że mówię serio to robi się jeszcze zabawniej.
- Agrr, nienawidzę cię!
- I know.

*Dla niezorientowanych Ripper Street to serial kryminalny obsadzony w czasach wiktoriańskich (kiedy z pewnością nie mieli lodówek).

Doctor Potato and Spring

- Potato, brzuch mnie boli! Halp
- Hmm, trudna sprawa... czas wyciągnąć ciężką artylerię!
- ...?
- I kno wut i'll give ya. Always halps.
 PEJN, PEJN GOŁ EŁEJ!
CZARY MARY HOKUS POKUS!
GUMIJAGODOWY SOK!
I TADA!

 - KITTENS
ASDFGHJKL
SO MUCH KITTENS

Dialogi rodzinne, episode 2. 
- Ale śliczna pogoda! Słonko świeci, 10 stopni więcej niż wczoraj, cudownie!
- No, bardzo wiosennie się zrobiło.
- Wychodzisz gdzieś dzisiaj? Jakiś spacer z okazji pięknej pogody?
- A wiesz, nawet się przejdę.
- Gdzie?
- Pójdę sobie kupić ciastka.
- ...

Some people are people, and some people are potatoes

- Co robimy w weekend? Może Londyn?
- Nieeeee, no przecież dopiero co byłam. Zresztą mówię wam, że tydzień social life to za dużo. Idę po zajęciach prosto do łóżka i nie wychodzę przez miesiąc.
- ...
- Kupię sobie jeszcze po drodze naręcza ciastek i herbaty i mogę się leczyć z przedawkowania ludzkości.
- No już nie pieprz, jedziemy do Londynu!
- Some people are people, and some people are potatoes, deal with it.
- No dobra, to idziemy tylko do kina.
- AGWRRRRRRR.


home is where bra goes off

Piątkowy wieczór, spacer w piżamie w poszukiwaniu żarła.
- Powiem ci życiową prawdę: NIGDY NIE ZAKŁADAJ KORONKOWYCH GACI GDY TAK PIZGA ZŁEM TYLKO DLATEGO, ŻE PASUJĄ CI DO STANIKA, BAWEŁNIANE PANTALONY, TO JEST TO!
- Ale przecież ty nie masz na sobie stanika!



never ending sexual frustration

-Jak uda nam się w końcu kupić bilety na sztukę Bena to za kilka miesięcy w nagłowkach gazet będzie 'POTATO RAPED BEN WHISHAW ON STAGE' 'BEN WHISHAW RAPED, POTATO SAYS SHE'S NOT EVEN SORRY' 'POTATO IN JAIL FOR RAPING BEN WHISHAW'
-Ciekawe jak chcesz go rejpnąć...
-BRUTALNIE. WIELOKROTNIE. I SIĘ OŚWIADCZYĆ POD KONIEC.



221B

-Kto chciałby urodzić się w innych czasach niż nasze?
*only one hand up*
- Czasy wiktoriańskie albo lata 50 XX wieku!
-Ale dlaczego czasy wiktoriańskie?!
-(blah blah na temat postępu i wielu istotnych odkryć) i Sherlock Holmes.
-ALE SHERLOCK HOLMES NIE JEST PRAWDZIWY.

 

bookworm

- OMG Atlas Chmur w angielskim wydaniu! I okładka niefilmowa! KUPUJE!
- No ale na co ci, przecież masz polskie wydanie, które właśnie czytasz?
- NO ALE TO JEST ANGIELSKIE.
-...
- OH MY GOD, POPATRZ, Milion małych kawałków, ZA PÓŁ CENY. KUPUJE!
-A podobno ktoś tu jest bez pieniędzy...
-Na książki zawsze mam pieniądze, nawet jak ich nie mam!
-I ktoś tu podobno miał się uczyć...
-Oj no, w przerwach można czytać!
-I ktoś tu stękał, że z braku miejsca musi już książki trzymać pod łóżkiem...
-Nie słyszę cię, dźwięk wydawanych pieniędzy zagłusza mi wszystko!

Kobiety ludzie cieszą się z butów, kobiety ziemniaki cieszą się z książek.




life of potato

Dialogi rodzinne, episode 2.
- Na brodę Merlina, jestem taka zmęczona, taka chora, z drogi, z drogi mówię! 
-A czym się tak niby zmęczyłaś? Myślałem, że byłaś na zakupach i w kinie, a nie, że wydobywałaś węgiel!
-Widzisz która jest godzina?
-No 22:30.
-Co oznacza, że ile mnie nie było?
-No 12h.
-Właśnie! 12h życia społecznego! Już czuję, że mnie to od środka zjada! Zaraz mi wygryzie całą skrobię z mojego ziemniaczanego ciała i zacznę być normalnym człowiekiem! Z drogi, mówię! Jak zaraz nie wskoczę w piżamę i nie siądę przed laptopem z toną słodyczy i ciepłą herbatą to nastąpi nieodwracalna zmiana!
-To jaką herbatę chcesz, czarną z mlekiem?
-U're perfect human being! *biegnąc po schodach* Kochanie, moje maleństwo, już cię włączam, zaraz poscrollujemy shit i obejrzymy jakiś serial. Już nigdy więcej cię nie zostawię!


men...

Dialogi rodzinne, episode 1.

-Did you dye your hair?
-Yup, two weeks ago.
-Yeah, I felt that something is wrong.
-Well done, Sherlock. It took you only two weeks to spot, that I've changed carrot on my head for lovely chocolate.


Ł jak łamaga

Jestem życiowo niepełnosprawna. Dziś, przebywając w salonie mniej niż piętnaście minut, zdążyłam zrzucić na ziemię głośnik, porysować filiżanką komodę (wut?!) i zbić wazon. Reszta świata pozostaje nieporuszona, w końcu to standardowy poziom mojej niezdarności. Kurtyna.


Socially awkward potato, episode2.
- So you're Polish?
- Yes.
- Your English is very, very good!
- ... LOL BITCH NOOOOOOOOOO
- ...
NOOOOOOOOOO
- ...
- ... OH MY GOD, czemu ona mi się z taką dziwną miną przygląda?! Damn, czy to nie jest tak, że jak ktoś mówi komplement to nie można zaprzeczyć i trzeba podziękować? A może można? WHAT ARE SOCIAL SKILLS, HALP No przestań mi się tak przyglądać, o co ci chodzi?! Co jest nie tak?! No co ja ci zrobiłam, kobieto?! Dobra, oddychaj, jakoś z tego wybrniesz. W filmach zawsze dziękują za komplement. No, już, otwórz buzię i to ładnie powiedz. No, już. Dasz radę! But thanks. ZUCH DZIEWCZYNA! omg to coś da, uda się? No odpowiedz coś, głupia babo! 
- Um, you're welcome... 
- I'm awesome in social interactions, deal with it!

Piątkowy wieczór oczywiście pod znakiem oglądania Skyfall, wzdychania do Bena Wishawa i komentowania wszystkiego, co się dzieje. Ostatnio podoba mi się szukanie scen do których pasuje 'The word u're lookin for is "kurwa".'


3,2,1,0... start!

Czołem kamraci! No nie patrzcie się tak, no wiem, że miałam się uczyć, ale czyż to nie najlepsza sposobność, żeby zacząć prowadzić piątego bloga? Nie, to wam nie wystarcza? No to może fakt, że facebookowicze są zmęczeni moją ciągłą błyskotliwością? No dobra, okej, przyznaje się! Po prostu nie chciałam, żeby się wydało jakim nolifem jestem zarzucając świat swoimi awkward social skillsami.
TAK, TEN BLOG JEST TROCHĘ PO POLSKU, TROCHĘ PO ANGIELSKU, TROCHĘ W JĘZYKU INTERNETÓW. DEAL WITH IT. 
Główny temat: Ze swojej życiowej nieudolności można się śmiać lub płakać. Można też założyć blog i dać się pośmiać innym!


Socially awkward potato, episode 1.
- Dobrze, więc jeśli chodzi o rezerwację hotelu,to wszystko jest załatwione.
- Dziękuję bardzo, do zobaczenia!
- Chwileczkę, bo wie pani, znam takiego przystojnego chłopca, 24 lata, bez dziewczyny, no na pewno się pani spodoba!
- Nie, dziękuję, nie jestem zainteresowana. Aż na taką desperatkę wyglądam?
- Wysoki blondyn!
- Nie, naprawdę, dziękuję bardzo, ale nie skorzystam. Srsly, aż taki ze mnie potato?!
- Och, pani strata, chłop to się zawsze w życiu przyda!
- Z pewnością! SKĄD WIESZ, ŻE NIE MAM FACETA?! AŻ TAK ŹLE ZE MNĄ? NORMALNI LUDZIE WIDZĄ TAKIE RZECZY WYPISANE W JĘZYKU ELFÓW NA MOIM CZOLE, CZY JAK?!



Kariera naukowa, episode 1.
Selftalks zawsze spoko.