błoto, owce i szlachta

Locusa wywieziono do Walii z obietnicą, że spędzimy Wielkanoc na wsi, z dostatkiem błota i zwierząt. Więc się locus przygotował, jak na weekend na farmie. Jakie było zdziwienie locusa, gdy okazało się, że zwierzęta były wypchane, a błoto w wielkim ogrodzie, zaraz przy olbrzymim domu (dworku?). Locus ujrzawszy gdzie spędzi kolejne trzy dni wydała z siebie głośne 'holly shit', za co została skarcony. W swej ziemniaczanej niezdarności i mieszczaństwie (całe życie w bloku, moi drodzy) locus łaziła z przerażeniem stwierdzając, że jeśli cokolwiek strąci to prawdopodobnie będzie to więcej warte niż sam locus na niewolniczym rynku. Dodatkowo każdy najdrobniejszy posiłek był wystawny, z rzędem sztućców, z których część locus widziała pierwszy raz w życiu na oczy. No i co najgorsze, podczas wielkanocnego lunchu locus miała na sobie dziurawe jeansy i t-shirt, podczas gdy pozostała dwudziestka gości przybyła w sukienkach/garniturach. Let's go to the village, they said, it will be fun, they said.

 Oczywiście locus uciekała ze wszystkich tłumnych wydarzeń by napawać się czytaniem książki w jednym z wielu salonów oraz by od czasu do czasu, mimo swej maluczkości, pobyć snobem i dokuczać innym.

3 komentarze:

cosinus said...

DOWNTON POTATO

Stach said...

In da wylydż iz soł fan!
Tak to jest jak typowego mieszczanina postraszą od razu takim nietypowym wylydżem ;D

mickey_mouse said...

Nikczemne kłamstwa. Jak tak można obiecywać wiejskie klimaty, błotko i te sprawy, po czym wywieźć ziemniaka na luksusy. Nieludzkie ludzie ;<

Post a Comment