sam na sam z hydraulikiem
Zepsuło nam się ogrzewanie (w sam raz na powrót zimy), więc dziś z samego rana przybył długo wyczekiwany hydraulik, aby wyczyścić całą kanalizację w domu or something like that. Jak wiadomo dla ziemniaków obcy w domu to najgorsza rzecz na świecie (zaraz po odłączeniu Internetu)
locus poranny: Okej, muszę zjeść śniadanie. Nie no, w sumie po głębszym zastanowieniu to nie muszę. Lunch jest za jakieś 5-6h, przecież wytrzymam. NIE JETEM GŁODNA. NIE. W CALE NIE MUSZĘ JEŚĆ TOŚCIKÓW Z MASŁEM ORZECHOWYM I BANANAMI. Ochhh dlaczego on jest w kuchni?! Jeeeeeeeeeeeeeeeeść. Jeeeeeeeść! Nie no, jestem dorosła, przecież jakiś tam hydraulik mnie nie zje. Nie, jednak nie idę. Hmmm, na stole w kuchni na pewno czeka gazeta... dziś przecież jest wywiad ze Smithem i sesja zdjęciowa w The Times Magazine. Ok, dobra, idę.
locus wczesnoprzedpołudniowy: Jak mi się chce sikuuu, ale on tam jest, na brodę Merlina, będę musiała obok niego przejść, a co jeśli zacznie jakąś gadkę szmatkę. Pęcherzu bądź dzielny.
locus przedpołudniowy: AAAAAAAAAAAAAAA! CO TY ROBISZ W MOIM POKOJU?! IDŹ SOBIE, CO MNIE OBCHODZI, ŻE MUSISZ SPRAWDZIĆ KALORYFER, IDŹ SOBIE, IDŹ SOBIE! Omg, keep cool, gap się dalej w organiczną, spokojnie, wdech wydech, w cale nie jest dziwnie, to tylko twoja chora wyobraźnia, no już, oddychaj.
locus południowy: Ale jak to wszyscy wychodzicie?! Nie możecie mnie tu zostawić samej! Veto! Nie idźcie, przecież śnieg sypie, zakopiecie się gdzieś jeszcze... I ty Brutusie przeciwko mnie...
locus wczesnopopołudniowy: Kurcze, w sumie to chce mi się pić...

1 komentarze:
MOJE BIEDACTWO JA CIĘ PRZYGARNĘ!
Post a Comment